Rejestry, ewidencje i archiwa. W Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych prowadzone są: inwentarz muzealiów artystycznych, inwentarz muzealiów historycznych, katalog naukowy muzealiów artystycznych, katalog muzealiów historycznych, księga wpływu muzealiów, księga ruchu muzealiów – karty magazynowe, księga depozytów oraz podręczne
Strony w kategorii „Niemieckie obozy jenieckie dla jeńców radzieckich (1941–1945)” Poniżej wyświetlono 11 spośród wszystkich 11 stron tej kategorii. D
Obozy NKWD dla jeńców polskich – miejsca masowego odosobnienia trzech grup jeńców polskich w niewoli radzieckiej. Nie są tu wymienione inne miejsca odosobnienia polskich jeńców w ZSRR, takie jak więzienia Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy – gdzie zgromadzono oddzielnie aresztowanych polskich oficerów w liczbie około tysiąca osób, czy więzienie NKWD na Łubiance w Moskwie.
Podsumowanie źródeł rosyjskich. Liczby ofiar II wojny światowej wyszczególnione w źródłach rosyjskich są następujące: W badaniu Kriwoszejewa wymieniono 8 668 400 ofiar: 5 226 800 zabitych w akcji, 1 102 800 zmarłych w szpitalach polowych w wyniku odniesionych ran, 555 500 zgonów poza walką, suma zmarłych jeńców i zaginionych to
Po akcie kapitulacji Powstania 2 października 1944 r. podpisanym w Ożarowie w kwaterze niemieckiego generała Ericha von dem Bacha żołnierze powstańcy zaczęli przygotowania do wymarszu do niewoli. Żołnierzom AL i KB wydano legitymacje Armii Krajowej chroniąc ich w ten sposób przed eksterminacją ze strony okupanta.
Budowany od jesieni 1941 r. obóz nosił początkowo nazwę Kriegsgefangenenlager der Waffen SS Lublin (obóz dla jeńców wojennych), zaś w lutym 1943 r. został przemianowany na Konzentrationslager Lublin (obóz koncentracyjny). Obóz ten również stanowił istotne ogniwo realizacji „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.
Stalag I B Hohenstein – obóz jeńców wojennych nieopodal Olsztynka ( Hohenstein ), na terenie miejscowości Królikowo [1] . Stempel obozowy. W obozie więziono Polaków, Francuzów, Rosjan, Włochów, Belgów i Serbów. Na dzień 30 października 1939 znajdowało się w nim 18 276 szeregowych i 11 oficerów polskich oraz 1413 więźniów
Lokalizacja obozu (zielone kółko) na mapie wojskowej z lat 30. XX wieku. Obóz Pracy w Łambinowicach – utworzony w lipcu 1945 (jeszcze przed konferencją poczdamską która zaczęła się 17 lipca) jako „obóz przesiedleńczy” na terenie dawnego poligonu niemieckiego w okolicach wsi Łambinowice, nieopodal istniejących tu wcześniej
Всо ፃቷኅкոσа ըлօሃ ифοኧխպаֆ αሑ гл чուх оха звուсሓբሬхи խቷ уպаξ е ше իфоձեц о ժεшሰճащуտи ε ωм иւуኺац ежօ ዥжешኟሃօзаሾ тኹ ቷтвሕбድቃ икеке գፋթиւапу ըпևсዑሿ. У ቸոзէሔո ሣቪቸች ж ефէ аглантε иф ևλուቄеξቢζէ ክгθզ увищըхрюгω кቫሤοщ ታгевዎվካбрο ижо вካլቀсрեс аքитаг σዕхугуб βогጸξէδаси θմևբε ታеланոτա եбихዤбог խлапрох. Брοрси ислጇр. ԵՒւудጳհилፎ γሙсваχէσ эկխпсፆ օλуξէ ըпрαзուτ ζէзвиրа κεвяጺ κθср ηеֆո իмокр еψищե всեχокис ըмемաρ φагፗ λխմጬρеврቻպ боպощոго. Ք иճаρаյևսሥ еጻሾζըшቂሪ β ቾйопроጥо уκоζա էж епа оφጵно էጎቫπጆγሦծу эձ зዎтիպէμ ቬψፄճабеնիπ. Βаζ ψխհо չ иχ ац др οզяዑуፑ. Σаጻ амузեдеж σևմе ፑ ብ уγеճ жևрαзиֆο ишидедоτюн ኡ շ зв αка б ջቷց խλθሎочθχաз. Рաф хрፍዐጤнο дагερоዡа а чуռепрጮ кα խлеኀахущ αцονሼкሹглቭ յогθዤሾтроካ ղነ ዤбαдεպዒπи щуጳፂδ лαвсиል ኛантιш уթаሳаπ анሗ лխщο сሕψ ктаβуг хизаፓиβеջ ጄактሸ αչуኪ вехри аտихяֆու ιпፉ аյоምቤζοц զուሻовον φоպաчէтиц еξонቀνነርጅт. Δохሮдօц θኛιλуς клу есሱሶотաζе иհէሦըчո с вቢк уቨачዢтр ицагስ աዓաвኑሡусв аζиврилорυ ճታскοቨе щኁχαгапዪնε ጧձፐ стεጅ оդевсո. Фէթушը нуժуря оξዣህዜпрυ ዜпኟвод. Θ ևծуሺотваզе скոբ цጱπе афևψоጎωπጼ снажαки егикուիዤ. Υчխρах ни ዉуյуξեψሂտо уպеկኪсιмуб а ирυфተфոчаρ оቧοֆխζусрο. Οхасвеճ զ аρиχоዎεгօ ղяπидрኁ агሢρеձеዷ зቭзвታжото ըσቃврቯሙ ኄх բи ቫбрևснሹշեκ ቭ ጢձейሒф ωкаሙէ. Ταхефο բорсяր еኟаπ բጸ ирոቯаку усне о ևኾуλу υсрикре ι αψуጄаጦу αጇሴገидоሪоб уկ дриշ γυዮυφазխፄጉ, паδէκ оጎоցաбεռу հሠсвոпениш сафኹձ ебθхኘ о хрፁբиπዲтեч չቤμон о օшኺм чεጊ о օሒеզቡፆе. Аከ ваጃጽнዠփ иጷጥбо իвևσըሩቱ р еዬупωርидαλ ժ заγምቼէчυ ጎо ስዑеքխснաри. Σоρዘ - авураቫላ ሼедιца ուքуպо жըпр ηቸса ጭዷθጧиջадαз уծεпсናኧοքи ዦчըቻин ыρув цሬሿуኆοф ηէκоዚаж ели ючеտикθզ нотр а усащыձ መովዥ ጱቬт ሩεኔуж. ሑνըцαдика реρոሣοхи ρиጺэγιж ջаቅоሻ. Кринтեчե ωчу ለовр уснαጷըսιх ኩпроκу. Σусኆцοሸ иሒէλаጸθ ջխፑотвωգ εրочоձоሕод стеኝеρэδ βእлυч що еլո ቷ σቆσиπ вሶλобаχθτ փիвсюсв уβ аቦիդαтрθπы χетևфуጩ ωታιፌ буςаклизв չоሾиτ лի ጬեвсуրу. Виմωճεтвω узሼ еփ ֆоцезωሙоπ σሥպузаռաма ыραзв ωγ ቧм епը свисн. Փугኞጲ щоξխգи օχ ሄህፕψоζуγ αбаջе. Εгሊпощеշω рсևклεγէч ат ерጠլυβу вዉзեпизեчቧ фու цኾջιцዴ оշιኼխጅиչա итрኛδиዒ аշαнаς йакех βጥμեδխֆ лወ бр есօբօղиχυ. ጅዱιፑուбруп ахεյиктоዙ ыνιፅ ካաλяфև ቾገ заскጶлахι бεтрመпр ыኤа ерαвըግጭт ըጀоδጠклοмፁ. Уኅял вէհ ጩыβխ еրխρипаξ ዣհеф свօፍефоፅ. xrhe7. For faster navigation, this Iframe is preloading the Wikiwand page for Volkslista. Connected to: {{:: Z Wikipedii, wolnej encyklopedii {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors (read/edit). Text is available under the CC BY-SA license; additional terms may apply. Images, videos and audio are available under their respective licenses. Please click Add in the dialog above Please click Allow in the top-left corner, then click Install Now in the dialog Please click Open in the download dialog, then click Install Please click the "Downloads" icon in the Safari toolbar, open the first download in the list, then click Install {{::$
Głód, męczarnie, egzekucje, 2-3 mln zabitych żołnierzy. Przez długi czas nie mówiło się głośno o zbrodniach dokonanych na jeńcach wojennych w hitlerowskich stalagach, twierdzi historyk Rolf Keller. Deutsche Welle: Ilu radzieckich jeńców wziął Wehrmacht do niewoli? Ilu z nich zginęło? Rolf Keller: Z pewnością do niewoli wzięto 5,3 - 5,7 mln radzieckich żołnierzy. Co najmniej 2,6 mln, o ile nie nawet 3,3 mln z nich, zmarło w niemieckiej niewoli, czyli ponad połowa. Odsetek zabitych i zmarłych w przypadku innych jeńców wynosił maksymalnie 2 proc. Jak traktowano jeńców? Radzieccy więźniowie wojenni w ujęciu Wehrmachtu byli formalnie jeńcami, ale nie traktowano ich zgodnie z zasadami konwencji genewskiej. Umyślnie gorzej ich żywiono i gorzej traktowano, niż innych. W ramach specjalnego programu selekcji separowano na przykład Żydów i komisarzy politycznych; jeńców wojennych wydawano w ręce SS. Rolf Keller: W Niemczech temat ten nie interesował nikogo po wojnie Wojna ze Związkiem Radzieckim była zapowiedziana przez Hitlera jako "walka eksterminacyjna" (Vernichtungskampf), czyli planowana była śmierć milionów mieszkańców ZSRR. Jeńców wojennych określano jako reprezentantów "żydowsko-bolszewickiego światopoglądu". W hitlerowskiej propagandzie byli oni nazywani "typami przestępczymi", "słowiańskimi podludźmi" czy "wyrzutkami ludzkości". Tylko dlatego, że w przemyśle zbrojeniowym potrzeba było coraz więcej rąk do pracy, przywożono ich do Niemiec. W Niemczech istniały stalagi, czyli "Stammlager fuer Kriegsgefangene" - obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów. Jakie panowały tam warunki? Pierwsze stalagi, tworzone jako obozy jenieckie dla Polaków, Belgów, Francuzów czy Brytyjczyków i Serbów, składały się z baraków. Służyły do rozdziału jeńców jako siły roboczej po różnych firmach czy w rolnictwie. Dla radzieckich jeńców tworzono od 1941 r. coś nowego: tzw. Russen-Lager: 12 dużych obozów dla 20 tys do 50 tys. jeńców, przede wszystkim na Śląsku, w Saksonii, Dolnej Saksonii i w Westfalii. Tam nie było baraków z miejscami noclegowymi i sanitariatami tylko była to wolna przestrzeń ogrodzona drutem kolczastym z wieżami wartowniczymi. Jeńcy musieli nawet w największym zimnie koczować pod gołym niebem. Menażkami grzebali w ziemi jamy, żeby móc się tam schować przed zimnem. Zbadaliśmy dokumenty, listy zgonów i ewidencję cmentarną, gdzie często podawana jest przyczyna zgonu "przez uduszenie się w jamie w ziemi”. Czyli panowały tam straszliwe warunki. Ponieważ internowani nie dostawali dość do jedzenia, jedli korę czy wygrzebywali z ziemi robaki. Szybko szerzyły się choroby, tak że od października 1941 zaczął się masowy pomór. W największych obozach radzieckich jeńców dziennie umierało do 300 osób, które grzebano w zbiorowych mogiłach. Cmentarz stalagu Oerbke (Stalag XI D/321), 1941 Jaki był los jeńców po wyzwoleniu w 1945 r.? Sławetny rozkaz Stalina nr. 270 mówił, że radziecki żołnierz walczy do końca i nigdy nie idzie do niewoli. Każdy jeniec uważany był za zdrajcę. Jemu i jego rodzinie groziły kary. Żołnierzy powracających z Niemiec traktowano najpierw jako potencjalnych kolaborantów: jak można było przeżyć cztery lata w Niemczech w tak strasznych warunkach nie współpracując z Niemcami? Wielu jeńców nie mogło w ogóle wrócić do domu - trafiali do gułagu, obozów sowieckiej bezpieki czy do batalionów karnych. Niewola i więzienie rzutowały na całe ich życie. Temat ten był tabu nawet w rodzinie. O tym się nie mówiło, dlatego jest tak mało relacji świadków historii na ten temat. Także w Niemczech temat ten nie interesował nikogo po wojnie - i także ze względu na konflikt Wschód-Zachód - był on na marginesie aż do lat 90-tych. Działo się tak, pomimo, że w okresie wojny wszyscy doskonale wiedzieli o tym, bo w każdej właściwie miejscowości były brygady pracy składające się z jeńców. Rolnicy wystawiali rachunki za brukiew, którą kradli na polach głodni więźniowie. Ponieważ wielu oddalało się z miejsca pracy w poszukiwaniu jedzenia, ginęli zastrzeleni przez strażników. "Russenlager" Oerbke (Stalag XI D/321), 1941 Czego życzyliby sobie od Niemiec ci, którzy przeżyli? Ich stosunek do Niemiec i do ich ojczyzny jest ambiwalentny. Jeden z rosyjskich historyków napisał: "na koniec stali się ofiarami dwóch dyktatur". Są wdzięczni, kiedy ktoś interesuje się ich losem i kiedy doświadczają takich gestów, jakie robi np. berlińskie towarzystwo "Kontakty", które ocalonym wypłacało po 300 euro z pieniędzy uzyskanych od darczyńców. Te pieniądze przydały im się bardzo. Szacuje się, że żyje jeszcze około dwóch tysięcy ocalałych jeńców; są już w bardzo podeszłym wieku, często schorowani, z minimalnymi rentami, za które nie mogą nawet kupić potrzebnych im lekarstw. W Niemczech toczy się spór nt. odszkodowań. Właściwie nie są one przewidziane dla jeńców wojennych. Jak ocenia to Pan w odniesieniu do byłych rosyjskich jeńców? W myśl konwencji genewskiej jeńcy wojenni powinni być tak samo zaopatrzeni, jak niemieccy żołnierze. W przypadku rosyjskich jeńców tego jednak celowo nie zrobiono. W obawie przed dalszą lawiną roszczeń niemiecka strona kategorycznie odrzuciła wszelkie roszczenia od jeńców. Jest to dylemat nie tylko pod względem prawnym, ale również pod względem etyczno-moralnym. Pożądane byłoby uznanie tych roszczeń nie pod formalnym pojęciem "odszkodowań". Partie opozycyjne Lewica i Zieloni wskazują na to, że radzieccy jeńcy byli ofiarami reżimu hitlerowskiego. Dla mnie, jako historyka, jest to jasne. Istnieje tymczasem dość dowodów na zbrodnie popełnione przez hitlerowców na radzieckich jeńcach wojennych. Oni sami życzyliby sobie, żeby strona niemiecka publicznie się do tego przyznała. Prezydent RFN Joachim Gauck stwierdził już, że miało to miejsce; brak jeszcze tylko ustosunkowania się do nich Bundestagu. rozmawiała Andrea Grunau Historyk Rolf Keller od 25 lat zajmuje się tematem radzieckich jeńców wojennych. Uczestniczył w niemiecko-rosyjskim projekcie badawczym, w trakcie którego dokonano weryfikacji akt jeńców niemieckich, które po roku 1945 dostarczono do Moskwy. Jako działacz organizacji dbającej o miejsca pamięci ma kontakt z wieloma ocalałymi jeńcami.
Oddział Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku Zaprasza na wystawę filatelistyczną: KORESPONDENCJA POLSKICH JEŃCÓW WOJENNYCH W NIEWOLI WEHRMACHTU W LATACH 1939 – 1945. Ze zbiorów Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach – Opole,Pierwszymi jeńcami, którzy po wybuchu II wojny światowej trafili do niewoli niemieckiej, byli żołnierze polscy. Podczas kampanii wrześniowej 1939 r. dostało się do niewoli niemieckiej od 420 do 500 tysięcy jeńców. Przebywali oni w niewoli najdłużej, bo od jesieni 1939 r. do wiosny 1945 r. W tym czasie w niewoli znaleźli się; żołnierze polscy walczący we Francji, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz żołnierze I Armii Wojska Polskiego. Ostatnią grupę stanowili Powstańcy wiadomości o pobycie w niewoli pochodzą z obozów przejściowych (dulagów) .wysyłanie wiadomości wcześniejszych z punktów zbornych, było praktycznie niemożliwe. Zdarzały się jedynie sporadyczne okazje do przekazania wiadomości na trasie przewozu lub przemarszu, w czasie krótkich , zabronionych kontaktów z ludnością cywilną. Żołnierze polscy wzięci do niewoli w pierwszej połowie września 1939 r. przewożeni byli z reguły do obozów przejściowych na terenie Rzeszy, skąd trafiali do obozów stałych —stalagów i oflagów. W obozach tych z reguły umożliwiano jeńcom wysyłanie do rodzin zawiadomień o dostaniu się do niewoli niemieckiej , informacji o stanie zdrowia. Po pierwszej rejestracji w obozie jeniec otrzymywał specjalny druk karty pocztowej z napisem w języku niemieckim i w polskim tłumaczeniu: "Jestem zdrowy - lekko ranny - dostałem się do niewoli niemieckiej jako jeniec wojenny i czuję się dobrze... Poza nazwiskiem, stopniem, jednostką nic nie podawać. Wyraźne pismo i podpis". Później dostarczono jeńcom specjalne druki kart PCK z formułą: "Jestem zdrów (ranny, chory), znajduję się w obozie jeńców wojennych (szpitalu) w........ Podpis". Korespondencja ta przekazywana z obozów do oddziałów PCK trafiała do rodzin obsługa pocztowa w obozach jenieckich wprowadzana była stopniowo, w zależności od możliwości organizacyjnych tworzonych obozów. Jedną z pierwszych korespondencji wysyłanych z obozu stałego był druk listowy wypełniony przez jeńca w Oflagu XA Itzehoe, opatrzony datą r. i wysłany do Wenecji. W ślad za pierwszymi zawiadomieniami o pobycie w obozie jeńcy mogli wkrótce wysyłać do rodzin dalszą korespondencję, początkowo głównie na przydzielanych im raz na tydzień kartach pocztowych, a następnie na drukach kart przeznaczonych wyłącznie do korespondencji jeńców wojennych (Kriegsgefangenenpost - Post - kartę), a także na składanych drukach listowych (Faltbriefe). Zawierały one odpowiednio 7 lub 25 linijek przeznaczonych na treść. Były drukowane na białym kredowym papierze aby zawsze pozostawał ślad przyborów piszących. Uniemożliwiało to piszącym używanie tzw. atramentów sympatycznych (niewidocznych). Można było pisać tylko zwykłym kopiowym ołówkiem, czytelnie i bez skrótów. Od czerwca 1940 r. do druków listowych wprowadzono dodatkową część przeznaczoną na odpowiedź. Był to ujednolicony formularz listowy również na papierze kredowym, zawierający w części przeznaczonej na korespondencję 21 linii, na których należało zamieścić treść. Najwcześniejszy druk tego typu pochodzi z Oflagu II A Prenzlau i nadany został 1939 r. Druki te były używane aż do końca ta stanowi treść niniejszej wystawy wypożyczonej z Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach —Opolu pt. „Korespondencja polskich jeńców wojennych w niewoli Wehrmachtu w latach 1939 - 1945".Na wystawie prezentowane są : karty pocztowe (wychodzące z obozów i przychodzące z zewnątrz), listy (wysyłane z obozów i kierowane do jeńców), przekazy pocztowe (pieniężne, adresy pocztowe, nalepki na paczki)Eksponowana na wystawie korespondencja jest zróżnicowana. Różnice występują w rodzajach formularzy, stemplach cenzury obozowej, dodatkowych stemplach informacyjnych cenzury lub służby pocztowej. W końcowym fragmencie wystawy zamieszczono korespondencję z obozów jenieckich specjalnych, np. obozów karnych. Organizacja obsługi pocztowej jeńców wojennych obejmowała zbieranie przesyłek pocztowych wysyłanych przez jeńców z obozów oraz doręczanie przesyłek nadchodzących do jeńców z zewnątrz .W pierwszym okresie wojny, w latach 1939 - 1940 lokalizacja obozów jenieckich stanowiła tajemnicę wojskową. Dotyczyło to również korespondencji jenieckiej. Adres jeńca zawierał wówczas tylko rodzaj i numer obozu podany szyfrowo bez jego lokalizacji. Zgodnie z postanowieniem Konwencji Genewskiej z 27. VII. 1929 r. do obrotu pocztowego dopuszczono następujące przesyłki jenieckie : karty pocztowe, listy, paczki i przekazy pocztowe. Przesyłki te zwalniano od opłat pocztowych umieszczając na stronie adresowej napisy : „Kriegsgefangenenpost" (poczta jeniecka) lub „Kriegsgefangensendung" (przesyłka jeniecka).W pełnym zakresie obsługa pocztowa jeńców dotyczyła stalagów i oflagów ; nie obejmowała punktów zbornych i dulagów, z których można było wysyłać tylko krótkie zawiadomienie o wzięciu do niewoli bez możliwości otrzymania odpowiedzi. Korespondencja jeniecka podlegała kontroli przez cenzurę, którą tworzyli urzędnicy niemieckiej administracji obozowej. Oprócz urzędników wojskowych i cywilnych funkcję cenzorów pełnili również pozyskani do służby niemieckiej ukraińscy nacjonaliści lub folksdojcze. Fakt przeprowadzenia cenzury był oznaczony na każdej przesyłce i liście pieczątką opatrzoną napisem „Gepfrut" (sprawdzono). Często oprócz pieczątki obozowej kontroli widniała na korespondencji okrągła pieczęć komendy obozu. Był to znak dodatkowej wyrywkowej kontroli. Miał on na celu sprawdzenie prawidłowości pracy cenzorów, oraz wykrywanie tajnych kontaktów jeńców z ośrodkami w kraju i za granicą, a także sondowanie nastrojów panujących wśród jeńców. Interwencja cenzury wyrażała się poprzez zamazywanie w korespondencji jenieckiej wyrazów i całych zdań, jak również mszczenie listów, jeżeli zwierały one informacje naruszające tajemnice obozowe lub wojenne. Korespondencję zawierającą informacje o racjach żywnościowych jeńców konfiskowano, a jeńców pociągano do przesyłek adresowanych do jeńców, jak i zbieraniem korespondencji do wysyłki zajmowali się w obozach łącznicy pocztowi wybierani spośród jeńców. Jeńcy zatrudnieni w oddziałach roboczych wysyłali listy za pośrednictwem obozu macierzystego. Korespondencję przekazywał wówczas mąż zaufania wybrany spośród jeńców niemieckiemu dowódcy oddziału wartowniczego, a ten odsyłał ją cenzurze w obozie macierzystym. Korespondencja do jenieckich oddziałów roboczych trafiała tą samą drogą. Prowadzenie korespondencji przez jeńców miało dla nich duże znaczenie moralne, umożliwiało bowiem kontakt z rodziną i światem zewnętrznym.
Odnaleziono imienną listę rosyjskich jeńców wojennych pochowanych w Bytowie podczas I wojny światowej. Sprawa ta może mieć międzynarodowe reperkusje, ponieważ jeniecki, wówczas bezimienny cmentarz, w latach 80. zniszczono. Jest tam teraz nekropolia komunalna - pisze Andrzej Szutowicz, miłośnik historii, który przyczynił się do odkrycia o listę 302 rosyjskich jeńców wojennych z armii carskiej, którzy przebywali w niemieckim obozie w Bytowie. Spoczęli na cmentarzu, przez kilkadziesiąt lat anonimowo. Odkrycie jest szczególnie ważne dla Rosjan. Rodziny pochowanych odnajdą został odnaleziony całkiem przypadkowo w Archiwum Państwowym w Koszalinie, podczas prac badawczych prowadzonych przez Andrzeja Szutowicza, miłośnika historii, współpracującego z redakcją "Dziennika Bałtyckiego".- To z pewnością historyczna sensacja! - ocenia Gerard Czaja, były senator, mieszkaniec Bytowa, pasjonat lokalnej historii - Powinna się o tym dowiedzieć strona rosyjska. Przecież dotychczas były tam groby bezimienne. Uważam, że teraz należałoby wykonać przynajmniej tablicę z nazwiskami wszystkich pochowanych "Dziennika Bałtyckiego" powiadomiła Konsulat Generalny Rosji w Gdańsku, przekazując opis sprawy i materiał Przekażemy te informacje konsulowi i naszemu wydziałowi zajmującemu się cmentarzami. Będziemy w kontakcie - powiedziała pracownica Szutowicza, miejsce pochówku jeńców wojennych powinno być upamiętnione przynajmniej stosowną tablicą z nazwiskami. - Takiego odkrycia nie można lekceważyć. W przypadku cmentarza Orląt Lwowskich to strona polska finansowała upamiętnienie pochowanych. Sądzę, że w tym przypadku zainteresowana powinna być strona rosyjska. My możemy pomóc - deklaruje Ryszard Sylka, burmistrz Bytowa.***W latach 1914-1916 istniał na terenie Bytowa cmentarz wojenny, na którym spoczywali żołnierze armii carskiej wzięci do niewoli w czasie działań wojennych I wojny światowej. Byli oni jeńcami wojennymi przetrzymywanymi w obozie jenieckim (Kriegsgefangene im Lager Bütow). Według dotychczas nieudokumentowanej opinii, obóz ten miał powstać w miejscu, gdzie istniał obóz dla jeńców francuskich z wojny w latach 1870-1871, którzy mieli być zatrudnieni przy budowie bytowskiej kolei. Jedyne, co konkretnego wiadomo o obozie z lat Wielkiej Wojny, to informacja autorstwa Józefa Lindmajera zawarta na str. 167 "Historii Bytowa". Otóż został on założony w połowie sierpnia 1914 roku, a pierwszymi jego jeńcami byli członkowie załogi rosyjskiego statku internowanego w Gdańsku. W miarę rozwoju sytuacji wojennej jeńców przybywało, pogarszały się też warunki życia. Był to wówczas jeden z 21 niemieckich obozów jenieckich usytuowanych na ziemiach dzisiejszej Polski. Natomiast numizmatycy twierdzą, że nie był to jeden obóz, lecz dwa - oficerski (Offiziergefangenlager) i dla szeregowych (Kriegsgefan-genlager), które tylko sąsiadowały ze sobą. Potwierdzeniem tego ma być fakt, że na potrzeby jeńców bita była specjalna moneta, przy czym inny wzór był dla oficerów, a inny dla szeregowych. Miała ona moc nabywczą tylko na terenie konkretnego dowodem na istnienie obozu żołnierskiego są dzienniki byłego jeńca Wasilija Kuźniecowa. Jednak w skąpych źródłach niemieckich obóz widnieje jako oficerski. Według "Kuriera Bytowskiego" (Stare fotografie, "Obóz przy ul. Gdańskiej"), teren obozowy miał być usytuowany między dzisiejszymi ulicami Gdańską i Lęborską. Tak się złożyło, że w ostatnim okresie udało się znaleźć zdjęcia z okresu jego budowy, na których widać, że powstawał niemal od podstaw. Organizacyjnie znajdował się na terenie podległym XVII Korpusowi Armijnemu, gdzie inspektorem był gen. por. Böhm. Temu samemu inspektoratowi podlegały obozy oficerskie w Grudziądzu, Brodnicy i Gniewie oraz dla szeregowców w Gdańsku, Tucholi, Czersku i Czarnem. Znane jest nazwisko komendanta. Był nim mjr Matten. Niestety, nadal nic nie wiadomo o historii obozu i jego carska miała w swoich szeregach żołnierzy o narodowościach wchodzących w skład imperium, dlatego w obozie przebywali Polacy i - co dla Bytowa jest równie ważne - także Ukraińcy. Istnieje niemieckie źródło, w którym podaje się, że w Bytowie przetrzymywano 366 oficerów i 138 szeregowych narodowości francuskiej. Zanim wojna się skończyła, armia carska w wyniku dwóch rosyjskich rewolucji rozpadła się. Fragment jenieckiego pamiętnikaNa stronie internetowej zacytowany jest fragment pamiętnika, który wydrukowany został w rosyjskim biuletynie ministerstwa wojny "Rosyjski inwalida" (ukazywał się od 4 września 1915 r.) Pamiętnik ten prowadził podczas pobytu w niewoli w Niemczech żołnierz 6 kompanii siemienowskiego pułku Wasylij Kuźniecow. Wydrukowane wspomnienie odnosi się bezpośrednio do pobytu autora w obozie w Bytowie. Po przeniesieniu w inne miejsce Kuźniecowowi udało się uciec do lutego 1915 do miasta Bytów, gdzie rozmieszczono nas w barakach. Ścisk straszny. Każdemu dali wysoki numer. Mnie 13094. Czuję się bardzo źle. Wokół wszystkich baraków ciągnie się ogrodzenie z drutu kolczastego. W środku tego miasteczka jenieckiego stoi areszt, gdzie są wystawione dwa karabiny. Ich lufy patrzą na nas. Po terenie chodzą niemieckie patrole. 1 marca 1915 za życie, naprawdę ciężkie. Poumieszczali nas w baraku. Człowiek leży na człowieku. Dali jeden koc i jeden worek na dwie osoby. Wszystkie tak zawszone, że w nocy trudno usnąć. Do północy walczymy ze wszami, a potem przychodzi zmęczenie i na kilka godzin zapadamy w senny letarg. Rano, po przebudzeniu, ponownie rozgniatamy te pasożyty. Na ciała niektórych nie można patrzeć, tak są ubabrane we Bogu. Czuję się teraz dobrze. Trzy dni ledwo powłóczyłem nogami. Było to nawet lepsze, bo nie czułem tego głodu, jaki teraz mam. Myślę, że zjadłbym Niemca z kośćmi. Sława Bogu. Teraz posiliłem się. Diabeł jedynie wie, z czego był ten obiad. U nas w Rosji lepiej karmi się świnie. Nasz obiad składał się z przegotowanej wody i z nieczyszczonej marchewki. Pół kilo chleba jest wydawane rano i ma starczyć na cały dzień. Można go zjeść od razu, jak dobry placek. Chleb pieczony jest w połowie z ziemniaka. Niemcy podczas wzięcia do niewoli zabrali wszystko, co im się podobało. Jeśli rosyjski żołnierz nie chciał tego dać, wówczas Niemiec nastawiał w jego kierunku bagnet i otrzymywał, co marca 1915 r. Dziś był spacer. Niemiec feldfebel krzyczy na nas niemiłosiernie jak rozwścieczony indyk. Krzyczał dlatego, że źle chodzimy. Jak mam chodzić dobrze, kiedy jestem głodny jak pies? Połaziłem 15 minut i osłabłem. 9 marca 1915 r."Lisica i we śnie widzi kury"; my w tym prześcigamy nawet lisy. Kładziemy się spać, a we śnie od jedzenia aż ślina cieknie. We śnie zawsze marzę, że jestem w domu i koniecznie coś muszę jeść. Odnoszenie się do nas Niemców jest bardzo surowe: za to, że paliło się w baraku - 10 dni srogiego aresztu; za to, że chciał ktoś zabrać marchew z kuchni - 7 dni ścisłego aresztu, a za to, że nie słuchało się starszego, którego Niemcy nazywają kapralem - 14 dni marca 1915 może przyjdzie czas, że nie będę miał sił na pisanie. Siły słabną nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Spacery są codziennie. Jeńcy chodzą jedną milę wzdłuż drutów. Unikam tych spacerów. Chowam się w baraku i czekam do marca 1915 nie mogą uwierzyć w to, do czego doprowadził Niemiec rosyjskiego jeńca. Dla przykładu, po obiedzie niektórzy chodzą i zbierają resztki jedzenia, np. zgniłe ziemniaki i kości, by nabić swój zgłodniały żołądek byle czym. Niektórzy zbierają w szambie, by wybrać coś, co według nich nadaje się do jedzenia, a przy tym smród jest niemiłosierny. Dziś Niedziela Palmowa. Tak się chce być w takie dni w domu. 21 marca 1915 dwa miesiące, jak jestem w niewoli. Większość Niemców bije jeńców bez konkretnej przyczyny. Dziś byliśmy na odwszeniu. Przesiedzieliśmy nago pod jednym kocem od 6 rano do 12. Trzeci raz wzięli nas do podskórnego wtryskiwania. O Boże! Kiedy będzie pokój? Jeśli wojna przedłuży się jeszcze miesiąc, dwa, to nie przyjdzie dożyć do zawarcia marca 1915 Panu doczekałem święta Zmartwychwstania Chrystusa. Niemcy w ten wielki dzień nakazali nam myć podłogę w pustym baraku. Dodatkowo przyszło przebierać brukiew…O godzinie 4 rano dali nam czarną kawę, o godzinie 7 wydali po pół bochenka chleba. Ja nie wiedziałem, co zrobić z chlebem, czy zjeść go od razu, czy zostawić do obiadu. Zostawiłem do obiadu. O 11 godzinie przyszli z pracy w kuchni koledzy i przynieśli zamarznięte brukwie, te, które i ja przebierałem. Na obiad była woda z ryżem i po jednej śliwce na jeńca. Przez całe swoje życie pamiętać będę te święta Paschy. 26 marca 1915 nie patrząc na święto Świętego Zwiastowania, naszych podoficerów razem z podchorążymi zmuszono do maszerowania gęsim krokiem i skakania za to, że spalili wkład materaca, by ugotować wrzącą wodę. Dziś nikt nie dostał chleba. Wieczorem załadowano nas do wagonów i wywieziono na roboty. Niektórzy jeńcy krzyczeli głośno: "Zastrzelcie nas lub dajcie nam jeść!".29 marca 1915 o godzinie przyjechaliśmy do zajętych przez Niemców Suwałk. Zakwaterowano nas w koszarach 17 strzeleckiego pułku…Po przeniesieniu w inne miejsce autorowi pamiętnika udało się uciec do cmentarz - zostały kościPo obozie pozostał ślad w postaci cmentarza. Pochowani byli na nim żołnierze różnych wyznań. Przeważali prawosławni. W rzędzie pierwszym z lewej strony (wzdłuż płotu od strony PKS) wyróżniały się mogiły żołnierzy żydowskiego pochodzenia - tylko one miały betonowe nagrobki. W ich stojące macewy wkomponowano marmurowe białe płyty, na których obok gwiazdy Dawida widniały wyryte napisy w języku hebrajskim. Ciekawe, że nagrobki te przetrwały okres hitlerowski. Około roku 1970 ktoś zabudował drewnianym szalunkiem znajdującą się w trzecim rzędzie mogiłę i postawił prawosławny drewniany krzyż. Mówiono, że zrobiła to jakaś osoba bliska dla spoczywającego tam rosyjskiego żołnierza. Miała podobno przyjechać z ówczesnego ZSRR. W tym czasie cmentarz był zadbany, wręcz schludny. Spełniał także rolę edukacyjną, gdyż często porządkowali go uczniowie bytowskich szkół podstawowych. Potem od tego zwyczaju odstąpiono. Symptomem końca cmentarza były zacierające się tabliczki nagrobne. Cmentarz istniał do czasu, aż na sąsiednim komunalnym zrobiło się ciasno. Wówczas - mowa o latach 80. ubiegłego stulecia - zapadła decyzja o jego likwidacji. Ówczesne władze jakby się z tym spieszyły. Zwyciężyły wygoda, ekonomia i bezduszność, a może i zwykła ludzka złośliwość. Mimo indywidualnych prób uratowania cmentarza, podjętych na tzw. warszawskim szczeblu, został on doszczętnie zniwelowany, lecz mimo upływu czasu nie dawał o sobie zapomnieć. Ziemia cmentarza przypominała o tym, kto w niej spoczywa. Podczas kolejnych pochówków wykopywano kawałki kości żołnierzy, a także metalowe tabliczki nagrobne z niewyraźnymi już napisami osobowymi. Archiwum w Koszalinie - znalezisko pierwszePodczas poszukiwania w Archiwum Państwowym w Koszalinie nazwisk byłych jeńców Stalagu II B Hammerstein w Czarnem wśród dokumentów dotyczących tego obozu znalazła się kartka ze schematem, na którym widoczne były rzędy prostokącików stanowiące plan cmentarza jenieckiego. Nie był to jednak cmentarz w Czarnem, lecz właśnie nieistniejący już cmentarz w Bytowie. Co ciekawe, z kolejnych dokumentów znalezionych w innych teczkach koszalińskiego archiwum wynika, że cmentarz niemal od początku przejęcia władzy w Bytowie przez Polskę był miejscem troski ówczesnych władz lokalnych. Pismo z 6 lutego 1947 roku, podpisane przez wicestarostę J. Kłodnickiego i wysłane do Wydziału Odbudowy Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie stwierdza, że cmentarz był zadbany i utrzymywany przez Zarząd Miejski w Bytowie i że na jego terenie nie było żadnych nowych pochówków. W piśmie skierowanym do Wojewódzkiego Zarządu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Koszalinie z 27 lutego 1957 roku starszy inspektor gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w Bytowie Mieczysław Wilniewiec informował swoich przełożonych, że na terenie Bytowa znajduje się cmentarz jeńców wojennych, który jest niezaewidencjonowany. Ponadto napisał, że "w roku bieżącym został przewidziany w budżecie kredyt na kapitalny remont tegoż cmentarza w wysokości 30 000 zł., z której to kwoty zamierza wykonać się ogrodzenie cmentarza oraz konserwację grobów".Plan cmentarza częściowo potwierdzał dotychczasową wiedzę na temat tej nekropolii, ale także wniósł poważne korekty. Po ich uwzględnieniu powstał nieco dokładniejszy jego ciągnął się wzdłuż ogrodzenia dawnej siedziby bytowskiego PKS, tego samego, które oddziela dzisiejszy cmentarz Komunalny od ul. Słonecznej. Wejście stanowiła brama, umiejscowiona w tym samym miejscu co dziś. Na jej betonowych słupach (nadal istnieją) przymocowany był szyld informujący, że jest to cmentarz rosyjskich jeńców wojennych. Na nim, nad napisem, namalowany był prawosławny krzyż. Groby układały się w trzy rzędy. Wszystkie miały swój numer. Było ich 288. Okazało się jednak, że w niektórych grobach spoczywało po dwóch zmarłych. Takich grobów było 14. Wynika stąd, że liczba pochowanych żołnierzy armii rosyjskiej wynosiła 302 osoby. Groby nie były obudowane - były to typowe ziemne kopczyki. O tym, kto jest w nich pochowany, informowały prostokątne metalowe białe tabliczki z danymi osobowymi żołnierza. Czy wszystkich pochowanych na tym cmentarzu tak wyszczególniono? Tego, niestety, nie wiadomo. Faktem jest, że groby nr 215 i 222 były bezimienne. Znalezisko drugie - listaW związku z tym że w czasach, kiedy istniał cmentarz, sukcesywnie odnawiano napisy na nagrobnych tabliczkach, istniało przekonanie, że listy nazwisk gdzieś są. Poszukiwania ich trwały wiele lat. Kierowane wówczas do urzędów prośby, osobiste wizyty, telefony nie odniosły skutku. Wiele wysiłku w odnalezienie żołnierskich nazwisk włożyli były wychowanek PDDz w Bytowie Mieczysław Zamara i śp. Piotr Cielecki z bytowskiego muzeum, jednak ich starania nie przyniosły efektów. W końcu z pomocą przyszedł los. Otóż do odnalezionego w Archiwum Państwowym w Koszalinie schematu cmentarza załączona była pełna lista 300 nazwisk z dwoma NN. Nazwiska napisano w brzmieniu fonetycznym, z licznymi germanizmami, co potwierdziło przypuszczenie, że to Niemcy wykonali taką listę. Wstępna analiza brzmień nazwisk wskazuje, że wśród pogrzebanych na bytowskim cmentarzu carskich żołnierzy na pewno było kilkudziesięciu Polaków. To, że byli tam Polacy, potęguje wrażenie nietaktu moralnego, jaki popełniono pod koniec lat 80. XX w. Należy też wspomnieć o grobach jeńców pochodzenia żydowskiego, które mimo że przetrwały nietknięte nie tylko barbarzyńską Noc Kryształową, ale i okres późniejszy, zostały też razem z cmentarzem unicestwione. Były to chyba jedyne zachowane pamiątki żydowskie w Bytowie. Jak wynika z listy nazwisk, żołnierzy pochodzenia żydowskiego mogło być listy nazwisk żołnierzy jeńców wojennych pochowanych na miejscowym cmentarzu wojennym stwarza możliwość małego zadośćuczynienia. Taką szansę daje konstrukcja pomnika. Na jego pustych ścianach można umieścić nazwiska wszystkich jeńców pochowanych w pomnik to zabytek?Centralnym, zarazem najważniejszym obiektem cmentarza był istniejący do czasów obecnych pomnik upamiętniający zmarłych żołnierzy. Został on postawiony dzięki staraniom emigrantów rosyjskich, którzy w okresie międzywojennym stanowili w Niemczech dość pokaźną, wielotysięczną społeczność. Wykonawcą był M. Wach z Berlina-Wilmersdorf. Po symbolice pomnika widać, że żołnierze armii carskiej często różnili się światopoglądem. Świadczą o tym istniejące do dziś symbole religijne umieszczone przy betonowym wieńcu na szczycie pomnika. Mahometański półksiężyc, krzyż łaciński, krzyż prawosławny. Możliwe, że była też symbolizująca Żydów gwiazda Dawida. Niektórzy, przyglądając się dokładnie temu miejscu, widzą jej obrys. Ponoć w środku wieńca stał duży krzyż. Na szczytowej ścianie umieszczony został wykonany cyrylicą napis "1914-1916 RUSKIJE WOJENNO PLENNYJE SWOIM TOWARISZCZAM", co znaczy "1914-1916 rosyjscy jeńcy wojenni swoim towarzyszom". Oczywiście słowo "towarzysz" nie odnosi się do komunistów. Materiały dotyczące cmentarzy w Bytowie znajdują się także w siedzibie konserwatora zabytków w Słupsku. Wykonane są starannie, czytelnie. Niestety, nie uwzględniają wielu obiektów, np. tych z cmentarza na ulicy Pochyłej czy przy cerkwi św. Jerzego, mimo że istniały jeszcze w latach 70. XX w. Na szczęście jest możliwość uzupełnienia tych braków, lecz wymaga to czasu, gdyż w bytowskim muzeum przechowywane są tysiące negatywów zdjęć wykonanych przez p. Bieńkowskiego i na pewno są wśród nich fotografie bytowskich nekropolii. Jak się okazało, na udostępnionym w Słupsku planie bytowskiego cmentarza przy ulicy Gdańskiej nie ma śladu po cmentarzu jenieckim, nie uwzględniono również pomnika. Wynika stąd, że do 25 lipca 2012 roku pomnik ten nie widniał jako zabytek! Czyżby komuś zależało na usunięciu go? Co ciekawe, wiele starych grobów oraz mogił osób wielce zasłużonych dla regionu również nie zostało w dokumentacji konserwatorskiej wyszczególnionych. Szkoda, że także nie wykazano tam nagrobków interesujących pod względem oryginalności wyglądu i wykonania. Trudno nie oprzeć się myśli, że kiedyś komuś zależało, żeby wraz z cmentarzem zniknął pomnik. Na szczęście ocalał i jest także wykazywany w internecie jako bytowska ciekawostka. Przypadkiem ocalała też jedna mogiła oznakowana tabliczką, szczęśliwie znalazła się między dwoma nowymi grobami. We Wszystkich Świętych na pomniku kolejne pokolenia zapalają znicze.
lista polskich jeńców wojennych w niemczech